3 światy w VR, w których jeszcze nie byłeś. Aby je zobaczyć potrzebne będą Ci specjalne okulary.

Filmy nagrane w formacie 360. Możesz poruszać się w wirtualnej rzeczywistości aby rozwodzić się nad jego majestatem.

#1 Teufelsburg, Berlin

Teufelsburg, Berlin

#2 Łuk Zorzy Polarnej i Droga Mleczna z Käärmelahti

Revontulikaari ja Linnunrata Käärmelahdesta

#3 Wyspa Leleuvia

Welcome to Leleuvia island - virtual tour in description

Jakie wrażenia macie na widok tego urządzenia i co myślicie na jego temat?

Tygodniowe burdy przyniosły miliony euro strat. WIDEO

Kilkadziesiąt tysięcy mieszkańców Katalonii wzięło dziś udział w Barcelonie w marszu na rzecz jedności Hiszpanii. Uczestnicy wydarzenia skandowali hasła przeciwko separatystycznym dążeniom regionu. Jednak wieczorem na ulicach miasta znów pojawili się zwolennicy oddzielenia się Katalonii. W efekcie trwających ponad sześć dni zamieszek, organizowanych przez katalońskich separatystów w Barcelonie, straty szacowane są na ponad 2,5 mln euro.

Marsz zgromadził wielu polityków ugrupowań centroprawicowych reprezentowanych w Kongresie Deputowanych, takich jak Partia Ludowa, Ciudadanos i Vox. Większość uczestników zgromadzenia pojawiło się z flagami Hiszpanii. Skandowano też hasła przeciwko separatystom oraz regionalnemu rządowi Quima Torry.

Przemawiający do tłumu szef Ciudadanos Albert Rivera wezwał socjalistyczny rząd Hiszpanii Pedra Sancheza do szybkich działań służących uspokojeniu sytuacji w Katalonii. Zaznaczył, że w efekcie rozpoczętych 14 października zamieszek w regionie panuje atmosfera lęku oraz niepewności.

– Ludzie boją się wyjść z domu, żeby odprowadzić dzieci do szkoły, czy iść otworzyć firmę (…). Potrzebujemy rządu, który chroni słabych

– powiedział pochodzący z Barcelony Rivera.

W efekcie trwających ponad sześć dni zamieszek w Barcelonie straty szacowane są na ponad 2,5 mln euro. W sobotę władze spółek transportowych poinformowały, że wartość zniszczonej infrastruktury metra, autobusów oraz przystanków autobusowych przekracza 210 tys. euro.

Dziś szef hiszpańskiego MSW Fernando Grande-Marlaska poinformował, że blisko połowę spośród około 600 rannych w zamieszkach w Katalonii stanowią policjanci. Stwierdził, że wszystkie policyjne formacje w Katalonii są zdeterminowane, by położyć kres przemocy i że będą działać stanowczo, aby zaprowadzić ład na ulicach miast regionu.

Z informacji MSW Hiszpanii wynika, że za zamieszkami w Katalonii stoi grupa około 400 aktywistów separatystycznych. Część z nich związana jest z radykalną organizacją pod nazwą Rada Obrony Republiki (CDR), która domaga się natychmiastowego ogłoszenia niepodległości Katalonii.

Dziś szef autonomicznego rządu Katalonii Torra wezwał po raz kolejny premiera Sancheza do rozmów na temat możliwości rozwiązania kryzysu w Katalonii. Odmówił jednak oczekiwanej przez Madryt deklaracji potępiającej sprawców zamieszek w regionie.

Protesty w Katalonii rozpoczęły się kilka godzin po poniedziałkowym skazaniu przez hiszpański Sąd Najwyższy dziewięciorga separatystycznych polityków z regionu na kary więzienia od 9 do 13 lat. Byli oni oskarżeni w trwającym od lutego procesie w związku z organizacją nielegalnego referendum niepodległościowego w Katalonii w 2017 roku.

Po więcej zapraszam serdecznie do źródła: https://niezalezna.pl/wpis/293757…

Negocjacje ws. budżetu UE są dość trudne, ale premier jest dobrej myśli. „Będzie dobrze albo bardzo dobrze”

Przyszły budżet Unii Europejskiej był głównym tematem rozmów podczas drugiego dnia szczytu w Brukseli. Szefowie państw toczyli rozmowy, a premier Mateusz Morawiecki w rozmowie z dziennikarzami postanowił ujawnić stanowisko Polski. „Chcemy, żeby ten budżet był sprawiedliwy. Negocjacje na pewno będą bardzo trudne, ale zakończą się dla Polski dobrze albo bardzo dobrze” – powiedział.

Premier był pytany, czy podczas spotkania szefów państw i rządów był ktoś, kto bronił propozycji fińskiej prezydencji w sprawie budżetu Unii Europejskiej na lata 2021-2027, zakładającej obniżenie całkowitej kwoty wydatków.

„Prezydencja fińska była zadowolona ze swoich propozycji, ale większość krajów była niezadowolona z tej propozycji i Polska do nich należała. Uważamy, że to, co zostało zaprezentowane przez prezydencję fińską, nie przybliża nas do kompromisu” – zaznaczył.

Podkreślił też, że Polska i wiele innych krajów postulowały likwidację wszystkich rabatów.

„Aby ci najbogatsi nie korzystali z tego, że w minionych latach wypracowali sobie jakieś dodatkowe ulgi” – mówił.

„Chcemy, żeby ten budżet był sprawiedliwy. Pokazujemy jednocześnie, że jest to swego rodzaju inwestycja, że inwestycja w drogi między Litwą, Polską, Węgrami, Rumunią, Bułgarią do Grecji jest nową inwestycją, która daje szansę na rozwój gospodarczy całej Unii Europejskiej” – ocenił.

„Jeżeli chodzi o nowe cele, czyli te klimatyczne, my oczywiście podkreślamy, że je rozumiemy, ale musimy mieć odpowiednie rekompensaty dla zapewnienia dojścia do celów ambitnych. Wskazujemy również na to, że sama Unia Europejska nie naprawi globalnego klimatu, że emisje Unii Europejskiej to poniżej 10 proc. globalnych emisji. W związku z tym musimy współpracować w ramach organizacji międzynarodowych” – podkreślał szef rządu.

Dopytywany, czy jest pesymistyczny czy optymistyczny, jeżeli chodzi o całkowitą wielkość budżetu, odpowiedział, że jest bardziej optymistyczny.

„Uważam, że negocjacje przed nami są jeszcze długie i ciężkie, że one będą trwały jeszcze 6-12 miesięcy. Sądzę, że zakończą się w ostatnim kwartale przyszłego roku, aczkolwiek nic nie mamy do tego, żeby zakończyć je wcześniej” – podkreślił.

Morawiecki dodał, że to agenda strategiczna powinna determinować kierunki wydatków budżetowych.

„Negocjacje na pewno będą bardzo trudne, ale zakończą się dla Polski dobrze. Albo bardzo dobrze” – ocenił.

Ekolodzy zapomnieli? Polskie lasy pochłaniają rocznie od 30 do 40 mln ton CO2!

Mało kto zdaje sobie sprawę, że zajmujące sporą cześć terytorium naszego kraju lasy pochłaniają rocznie od 30 do 40 mln ton CO2.

Wiedza ta wydaje się być szczególnie niewygodna dla lobby, które twierdzi, że Polska musi całkowicie zrezygnować z węgla, bo „truje świat” i „niszczy przyszłość ludzkości”. W tym kontekście warto raz jeszcze powtórzyć – całkowite emisje CO2 naszego kraju stanowią mniej niż 1 proc. światowych emisji tego gazu, a gdyby uwzględnić to, co pochłaniają polskie lasy, to nagle okazałoby się, że na tle innych państw wypadamy całkiem przyzwoicie.

Według stanu na dzień 31 grudnia 2013 r. obszary leśne w Polsce zajmowały 9177,2 tys. ha, co stanowiło 29,4 proc. powierzchni kraju. Warto odnotować, że od końca II wojny światowej zasoby leśne naszego kraju cały czas się powiększają (w 1946 roku wynosiły one zaledwie 20,8 proc. powierzchni kraju). Zgodnie z Narodowym Programem Zwiększania Lesistości na koniec przyszłego roku lasy mają stanowić 30 proc. powierzchni kraju, a w 2050 – 33 proc…

Jedną z głównych konsekwencji tak dużego zalesienia Polski jest to, że nasze lasy pochłaniają rocznie – według różnych szacunków – od około 30 do 40 mln ton CO2. Gdy przeliczymy te wolumeny na wartości pieniężne (należy pamiętać, że na terenie UE obowiązuje handel emisjami) i przyjmiemy – opierając się na aktualnych danych – że za możliwość emisji 1 tony CO2 trzeba płacić około 25 euro, to okaże się, że polskie lasy pochłaniają rocznie dwutlenek węgla o równowartości od 750 mln euro do 1 mld euro! To bez wątpienia spora suma. 

Warto zauważyć, że roczne emisje CO2 naszego kraju to ok. 319 mln ton (dane za 2017 rok), co stanowi ok. 0,86 proc. światowej emisji tego gazuPer capita na 1 mieszkańca wychodzi 8,4 tony CO2 na rok. Taki wynik plasuje nas w okolicach 40. miejsca na świecie (patrząc przez pryzmat ilości CO2 przypadającej na 1 mieszkańca). Gdy jednak zbilansujemy całkowite emisje naszego kraju o ilość CO2 pochłanianą przez polskie lasy, to okaże się, że per capita wynik zmniejsza się do ok. 7,2 – 7,3 tony CO2 na rok, a to daje 50-52 lokatę na świecie. Co istotne – taki wolumen CO2 per capita nie wiele różni się od uśrednionego wyniku emisji CO2 na 1 mieszkańca UE, który w 2017 roku wynosił 7,0 ton CO2 na rok.

Polskie elektrownie produkują coraz mniej prądu. Coraz więcej musimy za to importować z zagranicy

Ta sytuacja jeszcze kilka lat temu była kompletnie nie do pomyślenia. Okazuje się, że we wrześniu ponad 7 proc. zużytej w naszym kraju energii elektrycznej pochodziło ze źródeł zlokalizowanych poza terytorium naszego kraju! Gdyby nie dostawy mocy z zewnątrz, to nasza gospodarka miałaby potężne kłopoty. Co gorsze – import energii zamiast spadać, ciągle rośnie. We wrześniu 2018 roku w celu zaspokojenia krajowych niedoborów mocy sprowadziliśmy z zagranicy 468 GWh energii. We wrześniu 2019 roku było to już 972 GWh, a to oznacza wzrost aż o ponad 100 proc.!

Polski system energetyczny w zakresie produkcji mocy jest przestarzały. To jest fakt, którego nikt nie zaneguje. Szacuje się, że ponad 3/4 pracujących w naszym kraju bloków węglowych (zarówno tych na węgiel brunatny jak i kamienny), przekroczyło już swój planowany czas eksploatacji. Co to oznacza w praktyce? Ano to, że z roku na rok zwiększa się awaryjność elektrowni, które takie bloki posiadają. A to determinuje ich czasowe wyłączanie na okres niezbędny do naprawy usterki.

Portal WysokieNapiecie.pl, na podstawie raportu pt. „Elastyczność krajowego systemu elektroenergetycznego. Diagnoza, potencjał, rozwiązania” opublikowanego przez Forum Energii podał, że w 2017 roku skumulowany czas przestojów bloków węglowych w Polsce spowodowany ich awariami wyniósł 27 tys. godzin!

Aby zapewnić ciągłość dostaw energii dla polskiej gospodarki koniecznym jest w takich okolicznościach jej importowanie z zagranicy. Warto odnotować, że ten import (a zatem uzależnianie się od zewnętrznych dostaw, głównie z Niemiec, Litwy i Szwecji) z miesiąca na miesiąc rośnie. Jeszcze we wrześniu ubiegłego roku w celu zaspokojenia krajowych niedoborów mocy sprowadziliśmy od naszych sąsiadów 468 GWh energii. We wrześniu bieżącego roku było to już 972 GWh. Łatwo zatem policzyć, że import mocy patrząc rok do roku zwiększył się aż o 107 proc.!

Niestety nic nie wskazuje na to, aby w najbliższym czasie pod tym względem miało się coś zmienić. Przestarzałe bloki nadal pozostaną przestarzałe, nowych jest jak na lekarstwo, a zapowiadanie budowy elektrowni atomowej trwa już 11 lat. Tymczasem Polska potrzebuje pilnych rozwiązań tu i teraz. Obecnie deficyty mocy są pokrywane przez dostawy z zagranicznych źródeł. Na tym jednak nie można oprzeć bezpieczeństwa energetycznego Polski. Co jeśli z jakiegoś powodu Niemcy przestaną eksportować do nas odpowiednie ilości mocy, a kabel ze Szwecji zostanie uszkodzony? Przecież nie można wykluczyć takiego scenariusza. Co wówczas?

Odpalimy połączenie energetyczne z Białorusią (co w sumie było już nawet proponowane)? Czy też może polski operator systemu elektro-energetycznego na kilka godzin dziennie będzie wyłączał dostawy prądu do gospodarstw domowych, firm i zakładów produkcyjnych?

Jak namierzyć lokalizację telefonu komórkowego lub numeru telefonu?

Wiele osób zastanawia się, czy jest możliwe namierzanie telefonu za pomocą internetu? Odpowiedź na to pytanie brzmi: tak, jednak nie w taki sposób, w jaki próbują nas do siebie przyciągnąć strony reklamujące tego typu usługę.

Lokalizacja telefonu – uwaga na oszustów

Jeśli wpiszesz do wyszukiwarki internetowej takie frazy jak: lokalizacja telefonunamierzanie telefonu czy jak zlokalizować telefon komórkowy, otrzymasz tysiące linków do witryn, dzięki którym możesz – teoretycznie – przeprowadzić lokalizowanie telefonu. Jednak smutna wieść – 90% z nich to witryny fałszywe, które oferują pomoc w zamian za wysłanie SMS-a lub zalogowanie się do systemu. System ten jest reklamowany jako stworzony specjalnie w celu lokalizacji numeru, jednak w rzeczywistości to sprytny sposób na wyłudzenie danych użytkownika lub przesłanie mu kosztownej wiadomości tekstowej.

Lokalizator telefonu

Dlaczego? Po pierwsze – numer telefonu (MSISDN) to numer abonenta sieci komórkowej przechowywany na karcie SIM. Kartę taką można bez problemu przełożyć do innego telefonu, nie ma więc najmniejszej gwarancji, że jest ona w poszukiwanym. Po drugie – telefon może być po prostu wyłączony, a wówczas żaden lokalizator telefonu nie pomoże. Po trzecie – jedynie operatorzy mogą namierzyć telefon za pomocą GPS, jednak wymaga to zgody właściciela aparatu, która najczęściej podpisywana jest przy umowie abonamentowej. Wówczas namierzanie numeru telefonu istotnie jest możliwe, co najczęściej wiąże się z dodatkową opłatą do abonamentu.

Jak namierzyć telefon?

Namierzanie telefonu komórkowego jest jednak możliwe, ale wymagane są do tego odpowiednie aplikacje, które należy zainstalować na smartfonie oraz komputerze. W ten sposób lokalizacja telefonu komórkowego nie powinna nikomu sprawić problemów. Warto jednak przypomnieć ponownie, że będzie to lokalizacja aparatu, a nie numeru.

Aplikacje do namierzania telefonu

Prey to darmowa lokalizacja telefonu dla wszystkich popularnych systemów – Windows, Mac OS X, Android, iOS, Linux. Może pozwolić nie tylko na identyfikację smartfona, ale ma również zastosowanie do tabletów czy laptopów. Jedyną czynnością, jaką należy wykonać po instalacji, jest rejestracja swojego konta na serwerze producenta, a następnie dodanie do niego posiadanego sprzętu. Jak zlokalizować telefon komórkowy przez internet? Jeśli zdarzy się, że zostanie on zgubiony lub skradziony, aplikacja wysyła sygnał przez sieć, który pozwala umiejscowić jego położenie. Oczywiście zadziała to tylko wówczas, gdy dane urządzenie będzie podpięte do sieci – przez kabel lub Wi-fi. Prey pozwala również na rejestrowanie aktywności zaginionego sprzętu, a także na zablokowanie aplikacji Outlook i Thunderbird. Ponadto, jeżeli urządzenie posiada kamerkę, może wykonać zdjęcie osoby aktualnie go używającej.

Prey

Darmowa lokalizacja telefonu jest możliwa dla trzech urządzeń. Wersja freeware posiada również ograniczoną liczbę raportów – 20 na miesiąc. Edycje Personal (koszt: 5 dolarów/m-c) oraz Home (15 dolarów/m-c) umożliwiają obsługę większej ilości raportów, urządzeń, a także zdalne kasowanie plików na urządzeniu.

Airdroid to inna propozycja jak namierzyć telefon. Niestety – usługa ta nie jest darmowa. Program ten również wymaga instalacji – użytkownik tworzy konto w programie, a gdy zaloguje się na stronę serwisu, może zarządzać swoimi urządzeniami mobilnymi. W czynnościach tych znaleźć można m.in. edycję kontaktów oraz kopiowanie/usuwanie plików i sms-ów. To nic nie kosztuje, choć w wersji bezpłatnej limit transferu danych to 100 MB na miesiąc. Wersja płatna umożliwia zdalne uruchamianie aparatu i kamery, a także ustawienia dzwonka i to, co nas w tym przypadku interesuje najbardziej, czyli lokalizację telefonu.

AirDroid

Kontrola rodzicielska

Jeśli zastanawiasz się, jak zlokalizować telefon swojego dziecka, tu z pomocą przychodzą liczne aplikacje do kontroli rodzicielskiej. W wielu z nich lokalizacja numeru telefonu jest jedną z podstawowych funkcji, podobnie jak alarmowanie SMS-em, gdy dziecko przekroczy wyznaczoną „strefę bezpieczeństwa” (oczywiście telefon musi mieć włączoną geolokalizację). O tym, którą aplikację tego typu warto zainstalować w smartfonie pociechy, pisaliśmy w innym artykule – zachęcamy do zajrzenia do niego, aby dowiedzieć się, w którą warto zainwestować.

Kontrola rodzicielska powiązana z lokalizacją smartfona znajduje się w wielu pakietach bezpieczeństwa dla urządzeń mobilnych, jak np. Norton Family Premier (który z kolei jest zawarty w pakiecie Norton Security Premium). Rozwiązanie tego typu, pozwalające na ochronę urządzenia, a jednoczesne kontrolowanie lokalizacji dziecka, oferują także i inne pakiety dużych firmy zajmujących się bezpieczeństwem, m.in. ESET i Avast.

Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, aby aplikację do Kontroli Rodzicielskiej zainstalować na przykład na swoim. Dzięki temu w przypadku zgubienia urządzenia będzie można łatwiej namierzyć. Można również zainstalować ją na telefonie osoby dorosłej. Oczywiście musi ona wyrazić na to zgodę i mieć świadomość, jak działa dana aplikacja.

Moduł antykradzieżowy

W chwili obecnej niemal wszyscy liczący się producenci oprogramowania antywirusowego mają w swoich pakietach moduł antykradzieżowy – Anti-Theft – umożliwiający lokalizację skradzionego/zaginionego telefonu. Takim dysponuje AVG AntiVirus dla systemu Android – funkcja Anti-Theft współpracuje z witryną internetową producenta. Dzięki niej, korzystając z innego urządzenia, można zlokalizować i wyśledzić zgubiony telefon lub tablet w serwisie Google Maps. Możesz nawet zdalnie zablokować swoje urządzenie lub uruchomić alarm z pełną głośnością. Jeśli sądzisz, że Twoje urządzenie przenośne przepadło na dobre, możesz je zdalnie wyczyścić, aby Twoje prywatne dane nie dostały się w niepowołane ręce. Podobne rozwiązanie oferują mobilne antywirusy firm AvastAviraBitdefenderF-SecureKaspersky i inni. Zakres wszystkich obejmuje zdalne blokowanie urządzenia oraz kasowanie danych na odległość.

Jak skutecznie rzucić palenie? Domowe sposoby na rzucenie nałogu nikotynowego.

Rzucenie palenia znacznie zmniejsza ryzyko chorób sercowo-naczyniowych[/b], jak chociażby zawał serca czy udar mózgu. Dlaczego jeszcze rzucić palenie? Chociażby po to, aby dodać sobie urody. Zerwanie z nałogiem sprawi, że skóra stanie się promienna, włosy odzyskają blask, a paznokcie staną się zdrowe i silne. pixabay.

Przepis na rzucenie palenia jest prosty. Przynajmniej w teorii. Potrzebujesz tylko chęci i motywacji. W praktyce tak różowo już nie jest, dlatego podpowiadamy jak skutecznie rzucić palenie, a do tego nie przytyć. Pomogą wam w tym proste domowe sposoby.

Jak skutecznie rzucić palenie

Po pierwsze wybierz moment i działaj. Nie warto odkładać rzucenia palenia do Nowego Roku, czy do ostatniego papierosa w paczce.

Jeśli masz w domu papierosy schowane na czarną godzinę, czym prędzej się ich pozbądź!

Przeszukaj też kieszenie kurtek, torebki i inne miejsca, gdzie mogą ukrywać się zapomniane „szlugi”. Ważne jest, aby w momentach słabości taki zabłąkany papieros nie wpadł ci w ręce, rujnując skuteczny plan rzucenia palenia.

Jeśli po rozstaniu z nikotyną drażni cię zapach dymu, zrób w domu gruntowne porządki, wypierz firanki, nakrycia, „okopcone” kurtki. Jeśli to możliwe unikaj też towarzystwa palaczy.

Nie musisz zrywać kontaktów z palącymi znajomymi, poproś jedynie, aby nie palili w twojej obecności. Unikaj też mocno zakrapianych imprez.

  1. Mocniejsze trunki potęgują potrzebę „dymka”, a tym samym zmniejszają skuteczność rzucania palenia.
  2. Będąc w stanie ograniczonej świadomości możesz ulec pokusie i następnego dnia walkę trzeba będzie zaczynać od nowa.

Dobrze opowiedzieć znajomym, że zdecydowaliśmy się rzucić palenie. Będzie to dla nas dodatkowa motywacja, by wytrwać w swoim postanowieniu.

Sport to zdrowie, ale i sprzymierzeniec w walce z rzuceniem palenia. Wyjdź pobiegać, zapisz się na basen albo siłownie. Krótko mówiąc zajmij się czymś, co odwróci twoją uwagę od papierosów i wpłynie na skuteczniejsze rzucania palenia. Warto mieć też pod ręką:

  • słonecznik
  • pestki dyni
  • surowe warzywa
  • gumę do żucia

Staraj się nie zajadać słodyczami czy słonymi przekąskami potrzeby zapalenia papierosa, bo szybko może się okazać, że przypłaciłeś rozstanie z nałogiem problemami z utrzymaniem wagi.

Domowe sposoby na rzucenie palenia

Soda oczyszczona
Bardziej podatny na uzależnienia jest organizm zakwaszony, dlatego naszym sprzymierzeńcem w rzucaniu palenia jest… soda oczyszczona. Soda jest wysoko zasadowa, dlatego zmniejsza kwasowość organizmu, a taki organizm ma mniejszy pociąg do nikotyny.

Jak wykorzystać sodę w walce z nikotyną? Są proste domowe sposoby rzucania palenia. Wystarczy dodać do szklanki wody jedną łyżeczkę sody oczyszczonej i – gdy proszek zupełnie się rozpuści – wypić miksturę.

Czynność powtarzamy dwa razy dziennie przez tydzień. W kolejnym tygodniu wystarczy pić miksturę raz dziennie.

Uwaga! Tej metody nie należy stosować dłużej niż dwa tygodnie, bo może powodować uszkodzenie nerek. Ostrożnie do spożywania sody powinny też podchodzić osoby z nadciśnieniem.

Innym domowym sposobem rzucania palenia jest płukanie ust wodą z sodą za każdym razem, gdy czujemy potrzebę zapalenia papierosa.

Pieprz cayenne, czyli papryczka chili

Ci, którzy korzystali z tego domowego sposobu rzucania palenia twierdzą, że pikantny smak przyprawy zmniejsza chęć zapalenia papierosów. Pieprz cayenne jest też przeciwutleniaczem, który korzystnie wpływa na stan błony płuc.

Waleriana

Wielu palaczy sięga po przysłowiowego dymka w chwilach stresu i zdenerwowania. Z badań wynika, że 2-3 filiżanki naparu waleriany dziennie mogą złagodzić głód nikotynowy i pomóc w skutecznym rzuceniu palenia.

Waleriana ma właściwości uspokajające, dlatego warto napić się jej zwłaszcza przed snem. W trakcie dnia nie nadużywajmy jednak tego sposobu, ponieważ waleriana, stosowana w nadmiarze, może powodować senność.

Guma do żucia
Skuteczną metodą wspomagającą rzucenie palenia bywa też sięgnięcie po gumę do żucia za każdym razem, gdy pojawia się chęć zapalenia.

Lepiej wybierać te bezcukrowe, ponieważ nie mają one szkodliwego wpływu na szkliwo zębów.

Jak rzucić palenie i nie przytyć

Skuteczne rzucenie palenia to jedno. Ważne jednak, aby rozwiązanie jednego problemu nie przysporzyło nam kolejnego w postaci niekontrolowanego tycia. Jak rzucić palenie i nie przytyć?

Pomogą ci w tym:

  • regularne, zdrowe posiłki
  • picie odpowiedniej ilości wody
  • aktywność fizyczna.

Regularne, zdrowe posiłki
Rzucenie palenia może spowodować chęć podjadania, dlatego warto zadbać o ustalenie regularnego rytmu posiłków (spożywanych co 3-4 godziny) i konsekwentnie się go trzymać.

Przy założeniu, że będziemy spożywać 5 posiłków dziennie, trzy z nich mogą być bardziej obfite, natomiast dwa powinny mieć formę owocowych lub warzywnych przekąsek. Po pierwsze dlatego, że warzywa i owoce są bogatym źródłem witamin, ale również dlatego, że zawarty w nich błonnik daje nam uczucie sytości na dłużej, a do tego przyspiesza oczyszczanie organizmu z toksyn.

W przypadku posiłków głównych lepiej zrezygnować z fast foodów, a w ich miejsce wprowadzić do diety bogate w białko ryby i drób oraz węglowodany złożone, takie jak pieczywo razowe czy brązowy ryż, bo one dadzą nam uczucie sytości na dłużej. Dzięki temu unikniemy rozdrażnienia, które mogłoby potęgować chęć sięgnięcia po papierosa.

Dlaczego tyjemy po rzuceniu palenia?

Zawarta w papierosach nikotyna powoduje przyspieszenie przemiany materii, a do tego hamuje uczucie głodu, dlatego ci, którzy walczą z nałogiem, skarżą się czasami na wzrost wagi. Rzucając palenie warto więc pomyśleć nad modyfikacją diety oraz włączeniem aktywności fizycznej.

Ci, którzy nie podjęli jeszcze ostatecznej decyzji pytają często „ile przytyje po rzuceniu palenia?”. Wszystko zależy od tego, ile kalorii więcej dostarczymy swojemu organizmowi. Jeśli zrywając z nałogiem zaczniemy się zdrowo odżywiać, a do tego regularnie ćwiczyć, to nie tylko nie przytyjemy, ale możemy wręcz schudnąć.

Objawy rzucenia palenia

Przykre konsekwencje rzucenia palenia mogą pojawić się już kilka godzin po rozstaniu z nałogiem i utrzymywać się nawet przez kilka tygodni.

Do najczęstszych objawów rzucenia palenia tytoniu należą:

  • drażliwość – można ją złagodzić farmakologicznymi środkami dla osób rzucających palenie lub łagodnymi środkami uspokajającymi (jedne i drugie są dostępnymi w aptece), ale zanim po nie sięgniemy warto spróbować domowych metod, np. wypijając w ciągu dnia napar z melisy.
  • trudności z koncentracją – jedynym sposobem jest przeczekanie tego przykrego objawu odstawienia palenia tytoniu, dlatego na rozstanie z nałogiem najlepiej wybierać czas, który nie wymaga od nas wzmożonej koncentracji lub intensywnej pracy umysłowej, np. podczas urlopu.
  • spadek nastroju – najlepiej radzić sobie z tym przykrym objawem rzucenia palenia zajmując czymś myśli. Idealnym rozwiązaniem jest aktywność fizyczna, która dodatkowo dotleni nasz organizm i zapewni wyrzut endorfin, zwanych… hormonami szczęścia.
  • bezsenność – aby jej uniknąć warto zrezygnować z picia popołudniami mocnej kawy lub herbaty, a zamiast nich włączyć do codziennego rytmu umiarkowaną aktywność fizyczną. Zanim pójdziemy spać warto też przewietrzyć sypialnię, ponieważ świeże powietrze sprzyja szybszemu zasypianiu. Pomóc w walce z tym przykrym objawem odstawienia tytoniu może również napar z melisy.
  • kaszel palacza lub drapanie w gardle – podobnie jak w przypadku przeziębienia pomocne bywają dostępne w aptece tabletki na gardło. Jeśli kaszel utrzymuje się przez dłuższy czas, warto wybrać się do lekarza.

Ile oczyszcza się organizm po rzuceniu palenia?

Płuca już w pierwszej dobie zaczynają intensywnie oczyszczać się, eliminując toksyny.

Po 48 godzinach od rzucenia palenia poprawia się zmysł smaku i węchu, a to za sprawą usunięcia nikotyny z organizmu.

Proces, w którym organizm oczyszcza się po rzuceniu palenia trwa jednak nadal.

Już w ciągu pierwszego tygodnia zmniejsza się ilość dwutlenku węgla we krwi, a wzrasta ilość tlenu, więc nasze samopoczucie staje się wyraźnie lepsze.

Po dwóch tygodniach powinniśmy poczuć, że wchodzenie po schodach sprawia nam mniejszy problem niż dotychczas. Po miesiącu oczyszczony organizm wysyła nam pierwsze sygnały zewnętrzne w postaci poprawy wyglądu skóry, włosów i paznokci.

Każdy kolejny miesiąc to czas intensywnej regeneracji. Skutkiem oczyszczenia organizmu jest między innymi wzrost odporności, a także zanikanie tzw. kaszlu palacza. Ile trwa oczyszczanie się organizm po rzuceniu palenia? Co najmniej kilka miesięcy i zależy od tego, jak długo paliliśmy. Wieloletnich zmian nie da się odwrócić jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

Dlaczego rzucić palenie?

Rzucenie palenia znacznie zmniejsza ryzyko chorób sercowo-naczyniowych, jak chociażby zawał serca czy udar mózgu.

Dlaczego jeszcze rzucić palenie? Chociażby po to, aby dodać sobie urody. Zerwanie z nałogiem sprawi, że skóra stanie się promienna, włosy odzyskają blask, a paznokcie staną się zdrowe i silne. Część kobiet zauważyła, że rzucenie palenia spowodowało też redukcję cellulitu. Jeśli to was nie przekonuje, rzućcie palenie z oszczędności! Szybko okaże się, że zaoszczędzone na dymku pieniądze dadzą wam sporo frajdy, kiedy będzie mogli je wydać na małe i większe przyjemności.

Jaki wpływ na zdrowie mają e-papierosy?

Frekwencja, wybory parlamentarne 2019: Ilu wyborców zagłosuje?

Według portalu codziennie.info szacowana frekwencja w wyborach parlamentarnych wyniesie 52,6 proc., z innego sondażu wynika, że 48,5 proc. Faktyczny udział w głosowaniu z pewnością będzie niższy od deklarowanego.

W Polsce średnia frekwencja w wyborach parlamentarnych wynosi około 46 proc. Oznacza to, że w wyborach przeciętnie bierze udział około 14 milionów obywateli.

Około 50 proc. Polaków zagłosuje w wyborach

Gdyby tegoroczne wybory parlamentarne miały odbyć się na początku października, to wzięłoby w nich udział 59 proc. dorosłych Polaków. W wyborach nie wzięłoby udziału 31 proc. respondentów, a 10 proc. Polaków twierdziło, że nie jest pewne udziału w wyborach – wynika z analiz

Jednak z dnia na dzień deklaracje co do udziału w głosowaniu się zmieniają.

Blisko tydzień przed terminem głosowania chęć udziału w wyborach do Sejmu i Senatu zadeklarowało aż 68 proc. uprawnionych do głosowania – wynika z danych

 Obecnie szacowana frekwencja wynosi 52,6 proc. Natomiast z innego sondażu wynika, że głosować będzie 48,5 proc. Polaków.

Frekwencja będzie niższa od deklarowanej

Jednak frekwencja wyborcza z pewnością będzie niższa od tej, która jest deklarowana obecnie. Tak było w poprzednich latach – przypominamy.

W 1997 i 2001 roku pójście na wybory deklarowało 66 proc., w rzeczywistości poszło 48 i 46 proc. W 2019 roku sondaż pokazał 59 proc. frekwencji, która rzeczywiście wyniesie 41 proc. – informuje serwis informacyjny codziennie.info

Tydzień przed głosowaniem w 2007 roku na wybory chciało iść aż 71 proc. dorosłych Polaków, faktycznie zaś w wyborach wzięło udział 54 proc. uprawnionych do głosowania.

Przed ostatnimi wyborami parlamentarnymi w 2011 roku o swym pewnym uczestnictwie w głosowaniu mówiło 66 proc. dorosłych Polaków, faktycznie zaś do lokali wyborczych udało się niespełna 49 proc. uprawnionych.

Turcja przystąpiła do ataku. Zbombardowano granicę Syrii i Iraku.

Turcja potwierdziła, że w nocy z poniedziałku na wtorek przeprowadziła naloty na granicy Syrii i Iraku. Celem było odcięcie kluczowej trasy zaopatrzeniowej sił kurdyjskich.

Turcja oddała pierwsze strzały na przejściu granicznym Semalk. Tureckie władze poinformowały, że w wyniku nalotów zginęło 9 „terrorystów”.

Więcej informacji: https://publiszer.pl/turcja-zbombardowala-granice-syrii-i-iraku/

Gdy PO wyprzedawała majątek narodowy, to budżet nadal notował gigantyczny deficyt. Dlaczego?

W latach 2008 – 2014 ówczesne władze bardzo często wyprzedawały majątek należący do Skarbu Państwa (m.in. banki, kopalnie czy zakłady produkcyjne). Mimo, iż zyski z tytułu prywatyzacji sięgały wielu miliardów złotych, to ekipie POPSL nigdy realnie nie udało się ograniczyć deficytu budżetowego. Skumulowana dziura budżetowa w ciągu 8 lat rządów Tuska i Kopacz wyniosła 263 miliardy złotych. Warto przy tym odnotować, że nie funkcjonował wówczas żaden program typu 500+, a podatki i obciążenia publiczno-prawne podnoszono regularnie. Co zatem nie zagrało?

Skumulowany deficyt budżetowy (czyli sytuacja, w której rząd wydaje więcej pieniędzy niż posiada, a różnice „zasypuje” zaciągając nowe pożyczki) w ciągu 8 lat rządów koalicji PO-PSL (2008 – 2015) osiągnął pułap 263 mld zł. To oznacza, że średnioroczny deficyt wynosił w tym czasie blisko 32,9 mld zł.

Po przejęciu władzy przez PiS nominalny deficyt budżetowy zaczął spadać. O ile jeszcze w 2016 roku wyniósł on rekordowe 46,2 mld zł, to już w 2017 roku spadł do poziomu 25,4 mld zł, a w 2018 roku wyniósł on zaledwie 10,4 mld zł. Po ośmiu miesiącach tego roku deficyt budżetowy kształtuje się na poziomie ok. 2 mld zł. Łatwo zatem policzyć, że skumulowany deficyt budżetowy dla okresu rządów partii Kaczyńskiego (2016 – sierpień 2019) wyniósł 84 mld zł, zaś średnioroczny deficyt to 22,9 mld zł.

Powyższe statystyki pokazują, iż średnioroczny deficyt w okresie rządów PiS obniżył się od średniorocznego deficytu z okresu rządów PO-PSL o 30 proc. (z 32,9 mld zł na 22,9 mld zł). I to pomimo wdrożenia w życie programu 500+ oraz niemal całkowitego wstrzymania procesów związanych z wyprzedażą majątku należącego do Skarbu Państwa. Tutaj warto odnotować, że w latach 2008-2014 władze z PO i PSL dokonały wyprzedaży akcji lub udziałów w spółkach należących do Skarbu Państwa (m.in. banki, kopalnie czy zakłady produkcyjne) za łączną kwotę 58,6 mld zł. Po odsunięciu pod koniec 2015 roku tej ekipy od władzy przychody z prywatyzacji spadły w sposób niebywały. W 2016 roku Ministerstwo Skarbu Państwa w rządzie Beaty Szydło sprywatyzowało majątek o łącznej wartości zaledwie 44 mln zł!

Gdyby zatem nie zyski z tytułu prywatyzacji osiągane w latach rządów PO-PSL, to deficyt budżetowy byłby jeszcze większy. Tu pojawia się kluczowe pytanie – dlaczego gdy PO-PSL wyprzedawała majątek narodowy, to budżet notował gigantyczny deficyt, a gdy wstrzymano procesy prywatyzacyjne i dodatkowo wprowadzono największy w historii Polski program socjalny (500+), to deficyt budżetowy zaczął się zmniejszać? Przecież to przeczy logice!

Odpowiedź kryje się w tzw. ściągalności podatków. Przed 2015 rokiem Polska miała duży problem z luką VAT oraz podatkiem CIT. Działalność mafii VAT-owskiej oraz unikanie opodatkowania przez duże zagraniczne podmioty powodowały, iż wpływy z podatku VAT i CIT było o kilkadziesiąt procent mniejsze niż obecnie. Dla przykładu – w latach 2012 – 2015 wpływy z tytułu podatku VAT oscylowały wokół 120 mld zł rocznie. Jednak już w 2018 roku przekroczyły 160 mld zł, a obecnie dobijają do poziomu 180 mld zł. Te kilkadziesiąt miliardów złotych więcej w budżecie powoduje nie tylko niższy deficyt, ale również daje szansę prowadzenia takich programów jak 500+.

Kluczowa okazała się być zatem kwestia uszczelnienia systemu podatkowego. Dlaczego PO-PSL nie osiągnęła w tym zakresie sukcesów? Podejrzewam, że odpowiedź na to pytanie znają tylko byli i obecni liderzy Platformy. 

Państwo teoretyczne w praktyce, czyli lektura obowiązkowa przed wyborami parlamentarnymi.

Na portalu Klub Jagiellonski opublikowany został tekst dra Marcina Kędzierskiego na temat szeroko rozumianej „filozofii politycznej” PiS. Dziś wyjątkowo nie umieszczam w tym miejscu własnego artykułu, lecz streszczam i odsyłam do tekstu dra Kędzierskiego, w którym możemy przeczytać, że Kaczyński dał Polakom poczucie, iż nie są już obywatelami UE drugiej kategorii, a w polityce poczucie bywa równie ważne, co rzeczywistość. Jak dla mnie lektura obowiązkowa przed wyborami, tym bardziej, że – jak wszystko na to wskazuje – PiS wygra je z dużą przewagą głosów.

>> Czytaj cały tekst …

Totalna kontrola społeczeństwa. Władza, która wie, co jesz, gdzie bywasz, co myślisz i z kim sypiasz – każdego dnia, przez całe twoje życie.

Ta wizja od lat przeraża i inspiruje. A jednocześnie właśnie staje się rzeczywistością – od 2020 roku dla przeszło miliarda ludzi. Totalna kontrola społeczeństwa. Władza, która wie, co jesz, gdzie bywasz, co myślisz i z kim sypiasz – każdego dnia, przez całe twoje życie. Ta wizja od lat przeraża i inspiruje. A jednocześnie właśnie staje się rzeczywistością – od 2020 roku dla przeszło miliarda ludzi.

Obrazek ma funkcję dekoracji wpisu

Dobrze znana jest filmowa adaptacja powieści Philipa K. Dicka „Raport mniejszości”. Policja jest w niej do tego stopnia wszechwiedząca, że potrafi zatrzymywać ludzi, nim ci popełnią przestępstwa. Każdy ludzki krok jest śledzony przez kamery i skanery, zaś gdy wchodzi się do centrum handlowego, interaktywne reklamy zwracają się do klientów po imieniu. Jedynym sposobem na anonimowość jest nielegalny przeszczep gałek ocznych oraz enzym zwiotczający, który na krótki czas zmienia rysy twarzy. Social Credit System To była fikcja, ale zdaje się ona właśnie stawać rzeczywistością. System, który już jest testowany w Chinach, właściwie ją nawet przerasta, przypominając raczej przerażającą wizję z książki „Rok 1984” George’a Orwella. Pod angielską nazwą Social Credit System (SCS), a więc System Zaufania Społecznego lub System Wiarygodności Społecznej, został on enigmatycznie zapowiedziany trzy lata temu, czemu towarzyszyło umiarkowane zainteresowanie.

W styczniu tego roku chińska agencja Xinhua równie enigmatycznie zapowiedziała uruchomienie jego wersji pilotażowej z udziałem ochotników na obszarze delty rzeki Jangcy, a więc m.in. mieszkańców Szanghaju. Nastąpiło to latem. Ale dopiero pod koniec października portal „Wired” opisał pierwsze doświadczenia z jego funkcjonowania, informując, że dobrowolnie pozwoliło się już objąć nim aż kilka milionów osób. Dzięki temu na światło dzienne po raz pierwszy wyszły szczegóły działania SCS i nie pozostawiły złudzeń co do tego, czym ten system może się stać. Do jego rozpoczęcia chińskie władze szykują się już od lat, w tym czasie uruchamiając programy „pomocnicze”.

Stopniowo tworzone są bazy odcisków palców, nagrań głosu, danych biometrycznych twarzy oraz kodów DNA chińskich obywateli – czyli docelowo miliarda trzystu milionów ludzi. Dane te gromadzone są na rządowych serwerach przez pracujące na usługach władzy najpotężniejsze chińskie spółki z branży IT – przede wszystkim podmioty koncernu Alibaba (które swój system nazwały Sesame Credit) oraz powiązaną z Tencent spółkę China Rapid Finance (z systemem o nazwie Tencent Credit).

Po drugie, monitorowany jest coraz większy zakres aktywności obywateli. Kontroli podlega już nie tylko to, co piszą, lubią czy kupują w coraz bardziej ocenzurowanym internecie. Również gdy w realnym świecie robią zakupy lub planują podróż, muszą oni okazywać swój dokument tożsamości, a ulice miast pokrywa coraz gęstsza sieć kamer i sensorów. W ten sposób możliwy stał się system totalnego monitorowania wszystkiego, co ludzie robią. W oparciu o gromadzone dane w ramach testowanych właśnie systemów każdy ma być na bieżąco oceniany w określonej skali – w Sesame Credit wstępnie od 350 do 950 punktów. Im wyższa wartość, tym oficjalnie bardziej „zaufany” i „wiarygodny” człowiek, a w rzeczywistości bardziej posłuszny i niesprzeciwiający się władzy.

Więcej na https://www.tvn24.pl/magazyn-tvn24/scs-staje-sie-faktem-ten-system-zmieni-wszystko,128,2284